-Aaa no chyba że tak.-powiedział.
Nagle spoważniał,ja nadal się śmiałam.Przestałam i spojrzałam się na Justina który patrzał na mnie spragnionymi oczami.Postanowiłam go trochę powkurzać.
-Zagrajmy w grę.-powiedziałam nagle.
-Jaką?-zapytał.
-To proste,ja coś robię a ty nie możesz się ruszać.
-Dobra.-powiedział.
Oblizałam wolno całe usta.Powtórzyłam gest.Potem "rozciągnęłam się" i usiadłam mu na kolanach.Widząc że zaraz się przełamie,wystawiłam mu język.Widziałam jak mocno gryzie wargę.Ha!Mówiłam.Nie wytrzymał.
-Jebać grę!-powiedział i objął mnie po czym złączył nasze wargi.
-Cienias z ciebie.-powiedziałam.
-To nie moja wina,mogłaś wytłumaczyć DOKŁADNIE na czym polega gra.
Położyliśmy się na łóżku.Leżałam sobie spokojnie a Justin był nade mną i opierał się rękami koło mojej głowy.
-Jesteś uwięziona.-rzekł z uśmiechem.
-Ta?Nie przeszkadza mi to.-powiedziałam pewnie.
-Czyli to też ci nie będzie przeszkadzać.-powiedział i zaczął mnie całować po szyi.
-A tobie to.
Złożyłam na jego ustach pocałunek i wsadziłam rękę w jego włosy.
-A tobie to.-mruknął i objął mnie.
-A tobie to.-droczyłam się z nim.
Wsadziłam rękę pod jego luźną koszulkę i trzymałam ją na jego klacie.
-Więc tobie to.-nie przestawał i ściągnął z siebie T-shirt.
-Tobie to.-przewróciliśmy się tak że teraz to ja byłam na górze.-Koniec.-dodałam i zaczęłam się śmiać.
-Koniec?Nie było nawet początku.-powiedział nie rozumiejąc.
-Trudno.
Zeszłam z Justina i położyłam się koło niego trzymając i przytulając jego rękę.Myślałam sobie o różnych rzeczach.
__________________________________
-Gdzie idziesz Justin?
-Zaraz wrócę.-powiedział z uśmiechem.
Stałam w tłumie w wesołym miasteczku i czekałam na chłopaka.Nie widziałam go nigdzie.Po 10 minutach czekania poszłam do szukać,dzwoniłam,pisałam,ale na marne.Nagle zobaczyłam mojego chłopaka obejmującego jakąś dziewczynę.
-Co ty robisz?-zapytałam.
-Ashley,to jest Jessica.Jessy to jest Ashley.-powiedział i pocałował w policzek blondynkę.
-Słucham?-zapytałam z nie do wierzeniem.-Kim ona jest?
-Moją dziewczyną.
-Co?Przecież ja nią jestem!Co z tym wszystkim "kocham cię" z tymi pocałunkami,z planowaniem wspólnej przyszłości?
-Przecież to wszystko było zabawą.-powiedział.
Spuściłam głowę w dół i poszłam przed siebie,zagubiona w dużym mieście,zagubiona w życiu,zagubiona w sobie.Moje życie straciło sens.
_______________________________
Obudziły mnie promienie słońca padające na moją twarz.Chwila,to ja zasnęłam?Otworzyłam oczy,Justin jeszcze spał.Trzymał mnie za rękę i tak słodko wyglądał.Wtuliłam się mocno w jego ramię i objęłam jego drugą ręką moje plecy po czym pocałowałam go delikatnie w usta na co on się uśmiechnął.On się uśmiecha przez sen?
-Nie śpię już skarbie.-powiedział i się zaśmiał nadal mając zamknięte oczy.
Zaczęłam się śmiać.
-Chociaż mogłem nie mówić.-powiedział.
-Nie ważne czy śpisz czy nie.-ponownie pocałowałam go w usta na co on się uśmiechnął.
Kosmyki włosów opadały mi na twarz.Justin delikatnie zdjął je z mojej twarzy i pogładził mnie po policzku.
-Musimy pojechać do mnie.-mruknęłam.
Juss spojrzał na mnie pytająco.
-Nie mam koszulek a tamta jest mokra.-wyjaśniłam.
Wstałam z łóżka i wciągnęłam na nogi spodnie,założyłam bluzę i uczesałam włosy.
-Chodź leniu,musisz mnie zawieść.-powiedziałam.
Bieber jęknął i za chwilę wstał i nałożył na siebie koszulkę i spodnie.Ubraliśmy buty i wyszliśmy z domu.Wsiedliśmy do samochodu i podjechaliśmy pod dom.Justin czekał w aucie a ja szybko poszłam po koszulki.Zamknięte?O tej porze?Spojrzałam na zegarek w telefonie,jest 11.05.
-O cholera.-powiedziałam głośno.-Szkoła!-krzyknęłam.
Jak mogłam zapomnieć?!Jęknęłam na myśl że znowu opuszczam lekcje.Pokazałam Justinowi gest aby zaparkował auto i przyszedł.Ściągnęłam buty i weszłam do pokoju mojej współlokatorki.
-Chwila co tu robi jej torba do szkoły?-powiedziałam szeptem.
Wzięłam ją do rąk.Była spakowana ale torba z wszystkimi rzeczami została w domu.Telefon też jest...może zaraz wróci.Justin wszedł do pokoju.
-Chodź.-pokazałam mu palcem na kuchnię.
Zrobiłam nam naleśniki.Boże,umierałam z głodu.Zjedliśmy śniadanie i poszliśmy do salonu.Ja odrabiałam lekcje a Justin mnie obserwował i bawił się swoim I'phonem.Nauczyłam się tego czego powinnam i wybiła 13.00.Jak ten czas szybko leci,matko.O 14 powinnam skończyć lekcje.Jeszcze godzina.Przesiedzieliśmy przez ten czas nudząc się.Kiedy wybiła 14.10 Van nadal nie było.Pojechaliśmy z Justinem do szkoły.Wytłumaczyłam nauczycielce moją nieobecność oraz nieobecność Justina.Okazało się że Vanessy nie było w szkole.Gdzie ona jest?Pojechaliśmy do domu a jej nadal nie było.Pomimo że jestem na nią niebywale wściekła to zaczynam się bać.Zadzwoniliśmy do Cody'ego,on również nie wiedział gdzie jest Van.Była 16 a ja strasznie się martwiłam.To przeze mnie.Nagle drzwi się otworzyły i do salonu wbiegła zapłakana Vanessa z delikatnie porwanymi ubraniami.
-Matko boska!Co się stało?!-krzyknęłam.
Przytuliłam ją bo widziałam że coś się stało.Nie mogła się uspokoić.
-Zamknijcie drzwi!-krzyknęła.
Justin zerwał się z kanapy i zamknął na zamek drzwi wejściowe.
-Co jest do cholery?-zapytałam.
-James...-płakała.
-Co z nim?!
-Porwał mnie!
Wytrzeszczyłam oczy.
-Słucham?-zapytałam z nie do wierzeniem.
-Kiedy wyszliście...-zaczęła.-Poszłam odetchnąć i wtedy ktoś mnie szarpnął i potem zemdlałam,okazało się że to James,zapytałam czego ode mnie chce,on mi odpowiedział że osiągnął swój cel,teraz musi się pozbyć Justina...-dokończyła i wybuchła płaczem.
-Czego on ode mnie chce?!-zapytałam.
-Nie wiem czego ale zabiję tego skurwiela.-powiedział Justin zaciskając zęby.
-Dlaczego mnie przytulasz skoro mnie nienawidzisz?-zapytała ze łzami.
-Bo jesteś moją przyjaciółką.-powiedziałam i się delikatnie uśmiechnęłam.
Podeszłam do drzwi po moją torbę.Zauważyłam kartkę w drzwiach,wzięłam ją do rąk i przeczytałam napis.
Jedna z głowy,został mi jeszcze ten idiota.Niedługo będziesz znowu moja skarbie.
Stałam jak wryta.Pokazałam kartkę Justinowi.Widziałam jak się wkurzył.
-Ja go kurwa zabiję!-krzyknął i udał się w stronę drzwi.
-Justin czekaj!-krzyknęłam.
Pobiegłam za nim.Bieber nie mógł się uspokoić,szedł prosto przed siebie.
-Justin!-stanęłam przed nim.
-Co?-zapytał oblizując usta.
-Gdzie idziesz?!
Justin głęboko odetchnął.
-Uspokój się skarbie.-powiedziałam próbując go uspokoić.
-Jak mam się uspokoić skoro nie wiem co ten gnojek ma zamiar zrobić?!-powiedział i napluł na chodnik.
-Po pierwsze uspokój się.-powiedziałam.-Po drugie,wszystko jest w porządku,to frajer i tyle.-dodałam.
Spojrzałam na Justina.
-A teraz chodź.-mruknęłam i zaciągnęłam go do domu.
Co się tutaj dzieję...
czwartek, 12 września 2013
wtorek, 10 września 2013
Sixteen.
-Nie możesz uciekać.-powiedział chłopak.
-Co masz na myśli?-zapytałam nie wiedząc kompletnie o co chodzi.
-To że powinnaś tam pójść i z nią porozmawiać.
Wstałam z łóżka.
-Nie teraz głuptasie.-zaśmiał się.
Ponownie usiadłam.To...takie słodkie.On jest moim ideałem.Osobą której zawsze potrzebowałam.Justin zawsze wie co zrobić,idealnie przeprasza,idealnie całuje,idealnie się zachowuje.Pomyśleć że kiedy go poznałam tak strasznie mnie wkurzał...
-Jak odpoczniesz i będziesz chciała wracać to powiedz.-rzekł.
-Jasne.
Siedzieliśmy w ciszy nie ruszając się.
-Będziemy tak siedzieć?-zapytałam.
-To znaczy?-zaśmiał się chłopak.
-No wiesz,siedzimy i nic nie mówimy.
-Nie wiem o czym mam teraz mówić więc wolę siedzieć cicho żeby nie powiedzieć czegoś co nie ma sensu.
-Zadziwiasz mnie Justin.
-Co masz na myśli?
-Ty...zmądrzałeś odkąd cię poznałam.
Justin zaczął się śmiać.
-A byłem głupi?
-Niestety tak.
-Ty się nie zmieniłaś,zmieniło się w tobie tylko to że na mnie lecisz.Nie no,właściwie to od początku na mnie leciałaś.-uśmiechnął się łobuzersko.
-Nie prawda!
-Nie,wcale.-powiedział sarkastycznie.
Nastąpiła cisza.
-Justin...zawieziesz mnie do domu?-rzuciłam nagle.
-Mówiłaś że nie chcesz tam wracać?
-Chcę zabrać swoje rzeczy.
-Co?!
-Nie mam zamiaru siedzieć ze zdrajczynią.
-Dopiero co się wprowadziłaś i już się wyprowadzasz?Teraz to tak samo twój dom jak i jej.
-Nie na zawsze,na jakieś 2 dni.Pójdę do rodziców.
-A co im powiesz?
-Że...do Van przyjechali goście albo coś innego...
Bieber pokiwał głową.
-Hej!Zamieszkaj u mnie!Mojej mamy nie ma!
-A kiedy będzie?
-Dziś pisała mi że za 3 dni.
Zastanowiłam się chwilę.
-Dobra,czemu nie.Ale Vanessa jest pewnie w domu to jak mam iść po rzeczy nie spotykając się z nią.
-Napiszę Cody'emu sms'a żeby napisał do Van czy jest.
Uśmiechnęłam się.
Do:Cody
Zapytaj Vanessy czy jest w domu ,napisz jej sms'a.To ważne.
Telefon Justina szybko zawibrował.
Od:Cody
Po co?
Do:Cody
Nie gadaj tylko wysyłaj zioms.
Po jakiś pięciu minutach dostaliśmy odpowiedź.
Od:Cody
Piszę że obecnie nie bo poszła szukać Ashley.
Do:Cody
Dzięki stary.
Wyszliśmy z domu.Justin wsiadł do auta,ja też.Odpalił silnik.Ale on zgasł.Ponownie go włączył...ii on znowu się wyłączył.
-Kurwa co jest.-powiedział.
Okazało się że nie wiem co i jak bo nie znam się na tym ale coś tam się zepsuło czy tam wysiadło czy jakoś tak.
-Chyba musimy jechać taksówką.-powiedział.
-Nie możemy iść pieszo?
-To kawałek drogi a leje jak z cebra.
-To co.-powiedziałam i się zaśmiałam.
-Nie bo się przeziębisz.
-Już mi ciepło.
Justin patrzał na mnie przez chwilę po czym wysiadł z samochodu.Otworzył mi drzwi.Wysiadłam trzymając nadal jego kurtkę.Zdjęłam ją i mu podałam.
-Załóż ją.-powiedział.
-Nie,Justin ty masz koszulkę na ramiączkach a mi i tak jest ciepło.
Justin wziął ode mnie swoją "skórę" i założył mi ją.Spojrzałam na niego.Przygryzłam wargę.
-Na pewno jej nie chcesz?-zapytałam.
-Skarbie,jak tylko na ciebie patrzę to robi mi się gorąco.-blondyn uniósł brew i się zaśmiał.
Szliśmy jak jacyś idioci,w ulewę.Za rękę,cali zmoknięci.Moje włosy oklapły a po twarzy spływały nam krople deszczu.Zaczęłam tańczyć w deszczu i biegłam przed siebie szczęśliwa.Oto dowód że kobiety są zmienne,to też dowód na to że ktoś kogo kochamy może poprawić nam humor o 180 stopni.Ustaliśmy na środku chodnika.Spojrzeliśmy sobie w oczy i złączyliśmy nasze usta.To było...coś niezwykłego.To nie był kolejny zwykły pocałunek,to było coś co zdarzało się tylko w bajkach.
"Pocałunek w deszczu,cali przemoknięci stoją na środku ulicy i nie patrząc na warunki ukazują sobie uczucia..."
Chwila,właśnie tak było w mojej ulubionej książce!Złapałam Justina za ręce i nie odrywając się od niego splotłam nasze palce.
-Kocham cię.-powiedział.
Za każdym razem słysząc te słowa,moje serce stawało a w brzuchu czułam nie motylki a potężne motyle.
-Ja też cię kocham,mocno.-odpowiedziałam.
Przytuliliśmy się jeszcze i pobiegliśmy do domu.Otworzyłam kluczem drzwi wejściowe.Weszliśmy do środka.Stałam przodem do Justina.Był zakłopotany.Odwróciłam się.
-Bałam się o ciebie.-powiedziała...Vanessa.
-Ta?A nie bałaś się że się dowiem o tobie i Larightoon'ie?-powiedziałam zirytowana.
-Daj mi to chociaż wytłumaczyć...proszę.-powiedziała błagalnym głosem.
Spojrzałam na Justina i znowu na nią.
-Proszę bardzo,tłumacz.-mruknęłam i udałam się z Justinem do salonu.
Usiedliśmy na kanapie a Van niespokojnie chodziła w tą i z powrotem.
-Zaczęło się od tego że kiedy wtedy poznałaś James'a,myślałam o nim że to wspaniały chłopak.Był idealny dla ciebie.Któregoś razu czekaliśmy na ciebie czy coś i on zaczął mnie całować i no nie będę kłamać,mi się to podobało.Nie przestawałam,nie umiałam tego powstrzymać.Chciałam ale nie mogłam.Spotykaliśmy się potajemnie tydzień po tygodniu ,po jakimś c James z tobą zerwał,od roku czuję się winna,zawsze będę,bo to przeze mnie.Nigdy bym nie pomyślała że ktoś taki jak on tak się zachowa w stosunku do mnie.Dlatego tak bardzo się cieszyłam,nadal się cieszę że masz Justina...
-Co się z nim stało przez rok?-zapytałam.
-Nie wiem,zerwał ze mną kontakty.Często szantażował mnie że wszystko ci powie.Nie raz musiałam dawać mu pieniądze.
-Dlaczego od razu mi nie powiedziałaś że się całowaliście?!
-Bałam się że cię stracę...
-Gdybyś powiedziała mi to od razu,może nasza przyjaźń nadal by trwała.
-Ale Ashley,z przyjaźnią nie jest tak jak z chłopakiem.Nie ma że powiesz "zrywam przyjaźń".Przyjaźni nie da się zerwać,to się po prostu czuje...
-Nie pouczaj mnie bo znawczynią przyjaźni nie jesteś.Przyszłam tylko po swoje rzeczy.
-Czekaj,chyba się nie wyprowadzasz,nie?-zapytała przerażona.
-Nie,ale nie ze względu na to że ci wybaczam,ze względu na to że moi rodzice wydali dużo pieniędzy na dom i inne pierdoły.
Wstałam z kanapy i pociągnęłam Justina lekko za rękę do pokoju.
-Mam nadzieję,że...kiedyś mi to wybaczysz.-powiedziała szklanymi oczami.
Nie odpowiedziałam tylko po prostu udałam się do pokoju.Wzięłam pojemną torbę i spakowałam tam bieliznę,spodnie,telefon i wzięłam w rękę kurtkę.Zapięłam torebkę i wyszliśmy z domu.Nigdy w życiu nie pomyślałabym że zachowam się w takim stosunku do mojej przyjaciółki.Nigdy.Poszliśmy szybko do Justina.Weszliśmy sali mokrzy do domu.Chłopak poszedł do łazienki po ręcznik i za chwilę do mnie wrócił.Wytarł twarz i ręce i podał mi go.Wytarłam się nim.
-Idę się przebrać.Zaraz wracam.-uśmiechnęłam się lekko,wzięłam torbę i poszłam do łazienki.
-Okej.
Weszłam do środka,rozebrałam się do samej bielizny i założyłam suche,krótkie spodenki.Szukałam w torbie koszulki.Nie ma.
-Cholera.-powiedziałam szeptem.-Justin!-zawołałam.
Bieber wszedł do środka i nie mógł powstrzymać swojego łobuzerskiego uśmieszku.
-Ymm,w pokoju nie wypadła mi przypadkiem bluzka z torby?-zapytałam.
-Nie.-odpowiedział szybko.
-Skąd wiesz?
-Yyy,tak myślę...
-Justin idź i zobacz,nie wiem na co liczysz.-powiedziałam i wyrzuciłam ręce w powietrze.
Chłopak wyszedł na chwilę z pomieszczenia i zaraz znowu do mnie wrócił.
-Nie ma.
Westchnęłam.
-Na pewno?-upewniłam się.
-Na sto procent,ale ja nie mam nic przeciwko.-uniósł brew do góry.
-Zapomnij.
Nałożyłam na siebie z powrotem mokrą koszulkę.
-Czekaj,dam ci jakąś moją.-powiedział nagle.
Podszedł do szafki i wyjął jakiś szary T-shirt.
-Dzięki.-uśmiechnęłam się.
Zamieniłam koszulki i wróciłam do pokoju.
-To co robimy?-zapytał.
-Nie wiem,wszystko tylko nie film.Rzygam już oglądaniem.
-Okej,w takim razie pokażę ci coś.
Justin sięgnął po laptopa i włączył jakiś filmik.Był na nim on z Cody'm,jak byli jeszcze mali.Wybuchłam śmiechem.
-To,to wy?!-śmiałam się.
-Ej no co,miałem tu 10 lat!
-Boże,skąd ty to masz?
-Moja mama miała to na kasecie.
Oglądaliśmy jeszcze inne filmiki.
-Jej,jaki ty tu byłeś słodki.-powiedziałam.
-A teraz nie jestem?
-Nie,teraz jesteś niegrzeczny i słodki.-uśmiechnęłam się.
-Co masz na myśli?-zapytałam nie wiedząc kompletnie o co chodzi.
-To że powinnaś tam pójść i z nią porozmawiać.
Wstałam z łóżka.
-Nie teraz głuptasie.-zaśmiał się.
Ponownie usiadłam.To...takie słodkie.On jest moim ideałem.Osobą której zawsze potrzebowałam.Justin zawsze wie co zrobić,idealnie przeprasza,idealnie całuje,idealnie się zachowuje.Pomyśleć że kiedy go poznałam tak strasznie mnie wkurzał...
-Jak odpoczniesz i będziesz chciała wracać to powiedz.-rzekł.
-Jasne.
Siedzieliśmy w ciszy nie ruszając się.
-Będziemy tak siedzieć?-zapytałam.
-To znaczy?-zaśmiał się chłopak.
-No wiesz,siedzimy i nic nie mówimy.
-Nie wiem o czym mam teraz mówić więc wolę siedzieć cicho żeby nie powiedzieć czegoś co nie ma sensu.
-Zadziwiasz mnie Justin.
-Co masz na myśli?
-Ty...zmądrzałeś odkąd cię poznałam.
Justin zaczął się śmiać.
-A byłem głupi?
-Niestety tak.
-Ty się nie zmieniłaś,zmieniło się w tobie tylko to że na mnie lecisz.Nie no,właściwie to od początku na mnie leciałaś.-uśmiechnął się łobuzersko.
-Nie prawda!
-Nie,wcale.-powiedział sarkastycznie.
Nastąpiła cisza.
-Justin...zawieziesz mnie do domu?-rzuciłam nagle.
-Mówiłaś że nie chcesz tam wracać?
-Chcę zabrać swoje rzeczy.
-Co?!
-Nie mam zamiaru siedzieć ze zdrajczynią.
-Dopiero co się wprowadziłaś i już się wyprowadzasz?Teraz to tak samo twój dom jak i jej.
-Nie na zawsze,na jakieś 2 dni.Pójdę do rodziców.
-A co im powiesz?
-Że...do Van przyjechali goście albo coś innego...
Bieber pokiwał głową.
-Hej!Zamieszkaj u mnie!Mojej mamy nie ma!
-A kiedy będzie?
-Dziś pisała mi że za 3 dni.
Zastanowiłam się chwilę.
-Dobra,czemu nie.Ale Vanessa jest pewnie w domu to jak mam iść po rzeczy nie spotykając się z nią.
-Napiszę Cody'emu sms'a żeby napisał do Van czy jest.
Uśmiechnęłam się.
Do:Cody
Zapytaj Vanessy czy jest w domu ,napisz jej sms'a.To ważne.
Telefon Justina szybko zawibrował.
Od:Cody
Po co?
Do:Cody
Nie gadaj tylko wysyłaj zioms.
Po jakiś pięciu minutach dostaliśmy odpowiedź.
Od:Cody
Piszę że obecnie nie bo poszła szukać Ashley.
Do:Cody
Dzięki stary.
Wyszliśmy z domu.Justin wsiadł do auta,ja też.Odpalił silnik.Ale on zgasł.Ponownie go włączył...ii on znowu się wyłączył.
-Kurwa co jest.-powiedział.
Okazało się że nie wiem co i jak bo nie znam się na tym ale coś tam się zepsuło czy tam wysiadło czy jakoś tak.
-Chyba musimy jechać taksówką.-powiedział.
-Nie możemy iść pieszo?
-To kawałek drogi a leje jak z cebra.
-To co.-powiedziałam i się zaśmiałam.
-Nie bo się przeziębisz.
-Już mi ciepło.
Justin patrzał na mnie przez chwilę po czym wysiadł z samochodu.Otworzył mi drzwi.Wysiadłam trzymając nadal jego kurtkę.Zdjęłam ją i mu podałam.
-Załóż ją.-powiedział.
-Nie,Justin ty masz koszulkę na ramiączkach a mi i tak jest ciepło.
Justin wziął ode mnie swoją "skórę" i założył mi ją.Spojrzałam na niego.Przygryzłam wargę.
-Na pewno jej nie chcesz?-zapytałam.
-Skarbie,jak tylko na ciebie patrzę to robi mi się gorąco.-blondyn uniósł brew i się zaśmiał.
Szliśmy jak jacyś idioci,w ulewę.Za rękę,cali zmoknięci.Moje włosy oklapły a po twarzy spływały nam krople deszczu.Zaczęłam tańczyć w deszczu i biegłam przed siebie szczęśliwa.Oto dowód że kobiety są zmienne,to też dowód na to że ktoś kogo kochamy może poprawić nam humor o 180 stopni.Ustaliśmy na środku chodnika.Spojrzeliśmy sobie w oczy i złączyliśmy nasze usta.To było...coś niezwykłego.To nie był kolejny zwykły pocałunek,to było coś co zdarzało się tylko w bajkach.
"Pocałunek w deszczu,cali przemoknięci stoją na środku ulicy i nie patrząc na warunki ukazują sobie uczucia..."
Chwila,właśnie tak było w mojej ulubionej książce!Złapałam Justina za ręce i nie odrywając się od niego splotłam nasze palce.
-Kocham cię.-powiedział.
Za każdym razem słysząc te słowa,moje serce stawało a w brzuchu czułam nie motylki a potężne motyle.
-Ja też cię kocham,mocno.-odpowiedziałam.
Przytuliliśmy się jeszcze i pobiegliśmy do domu.Otworzyłam kluczem drzwi wejściowe.Weszliśmy do środka.Stałam przodem do Justina.Był zakłopotany.Odwróciłam się.
-Bałam się o ciebie.-powiedziała...Vanessa.
-Ta?A nie bałaś się że się dowiem o tobie i Larightoon'ie?-powiedziałam zirytowana.
-Daj mi to chociaż wytłumaczyć...proszę.-powiedziała błagalnym głosem.
Spojrzałam na Justina i znowu na nią.
-Proszę bardzo,tłumacz.-mruknęłam i udałam się z Justinem do salonu.
Usiedliśmy na kanapie a Van niespokojnie chodziła w tą i z powrotem.
-Zaczęło się od tego że kiedy wtedy poznałaś James'a,myślałam o nim że to wspaniały chłopak.Był idealny dla ciebie.Któregoś razu czekaliśmy na ciebie czy coś i on zaczął mnie całować i no nie będę kłamać,mi się to podobało.Nie przestawałam,nie umiałam tego powstrzymać.Chciałam ale nie mogłam.Spotykaliśmy się potajemnie tydzień po tygodniu ,po jakimś c James z tobą zerwał,od roku czuję się winna,zawsze będę,bo to przeze mnie.Nigdy bym nie pomyślała że ktoś taki jak on tak się zachowa w stosunku do mnie.Dlatego tak bardzo się cieszyłam,nadal się cieszę że masz Justina...
-Co się z nim stało przez rok?-zapytałam.
-Nie wiem,zerwał ze mną kontakty.Często szantażował mnie że wszystko ci powie.Nie raz musiałam dawać mu pieniądze.
-Dlaczego od razu mi nie powiedziałaś że się całowaliście?!
-Bałam się że cię stracę...
-Gdybyś powiedziała mi to od razu,może nasza przyjaźń nadal by trwała.
-Ale Ashley,z przyjaźnią nie jest tak jak z chłopakiem.Nie ma że powiesz "zrywam przyjaźń".Przyjaźni nie da się zerwać,to się po prostu czuje...
-Nie pouczaj mnie bo znawczynią przyjaźni nie jesteś.Przyszłam tylko po swoje rzeczy.
-Czekaj,chyba się nie wyprowadzasz,nie?-zapytała przerażona.
-Nie,ale nie ze względu na to że ci wybaczam,ze względu na to że moi rodzice wydali dużo pieniędzy na dom i inne pierdoły.
Wstałam z kanapy i pociągnęłam Justina lekko za rękę do pokoju.
-Mam nadzieję,że...kiedyś mi to wybaczysz.-powiedziała szklanymi oczami.
Nie odpowiedziałam tylko po prostu udałam się do pokoju.Wzięłam pojemną torbę i spakowałam tam bieliznę,spodnie,telefon i wzięłam w rękę kurtkę.Zapięłam torebkę i wyszliśmy z domu.Nigdy w życiu nie pomyślałabym że zachowam się w takim stosunku do mojej przyjaciółki.Nigdy.Poszliśmy szybko do Justina.Weszliśmy sali mokrzy do domu.Chłopak poszedł do łazienki po ręcznik i za chwilę do mnie wrócił.Wytarł twarz i ręce i podał mi go.Wytarłam się nim.
-Idę się przebrać.Zaraz wracam.-uśmiechnęłam się lekko,wzięłam torbę i poszłam do łazienki.
-Okej.
Weszłam do środka,rozebrałam się do samej bielizny i założyłam suche,krótkie spodenki.Szukałam w torbie koszulki.Nie ma.
-Cholera.-powiedziałam szeptem.-Justin!-zawołałam.
Bieber wszedł do środka i nie mógł powstrzymać swojego łobuzerskiego uśmieszku.
-Ymm,w pokoju nie wypadła mi przypadkiem bluzka z torby?-zapytałam.
-Nie.-odpowiedział szybko.
-Skąd wiesz?
-Yyy,tak myślę...
-Justin idź i zobacz,nie wiem na co liczysz.-powiedziałam i wyrzuciłam ręce w powietrze.
Chłopak wyszedł na chwilę z pomieszczenia i zaraz znowu do mnie wrócił.
-Nie ma.
Westchnęłam.
-Na pewno?-upewniłam się.
-Na sto procent,ale ja nie mam nic przeciwko.-uniósł brew do góry.
-Zapomnij.
Nałożyłam na siebie z powrotem mokrą koszulkę.
-Czekaj,dam ci jakąś moją.-powiedział nagle.
Podszedł do szafki i wyjął jakiś szary T-shirt.
-Dzięki.-uśmiechnęłam się.
Zamieniłam koszulki i wróciłam do pokoju.
-To co robimy?-zapytał.
-Nie wiem,wszystko tylko nie film.Rzygam już oglądaniem.
-Okej,w takim razie pokażę ci coś.
Justin sięgnął po laptopa i włączył jakiś filmik.Był na nim on z Cody'm,jak byli jeszcze mali.Wybuchłam śmiechem.
-To,to wy?!-śmiałam się.
-Ej no co,miałem tu 10 lat!
-Boże,skąd ty to masz?
-Moja mama miała to na kasecie.
Oglądaliśmy jeszcze inne filmiki.
-Jej,jaki ty tu byłeś słodki.-powiedziałam.
-A teraz nie jestem?
-Nie,teraz jesteś niegrzeczny i słodki.-uśmiechnęłam się.
poniedziałek, 9 września 2013
Informacja.
Cześć:) Tak dzisiaj postanowiłam że chcę was jakoś poinformowywać o nowych rozdziałach,więc każdy kto chcę być poinformowany o nowych rozdziałach niech zostawi w komentarzu pod wpisem,tym albo obojętnie którym,swojego Twittera a ja was będę na bierząco informować.
Pozdrawiam xoxo
Pozdrawiam xoxo
Fiveteen.
Weszły do windy i szybko drzwi od niej się zamknęły.Ponieważ druga winda była zepsuta,zostały mi schody.Zbiegłem na dół akurat wtedy kiedy one wyszły.Podbiegłem do Ash ale ona mnie ignorowała.
-Za co jesteś na mnie zła?-zapytałem pomimo że dokładnie wiedziałem co zrobiłem.
Nie odpowiedziała.
-Ashley.-powiedziałem.
-Daj mi spokój!-krzyknęła.
Zaczęły iść jeszcze szybciej.Obydwie wsiadły do jakiejś taksówki i od razu ruszyły.Co ja mam robić?Ona ma mnie całkowicie w dupie.Spojrzałem w górę i zamknąłem oczy próbując coś wymyślić.Wpadłem na genialny pomysł którego nigdy wcześniej bym nie zrobił,będę musiał się poświęcić.
*Według Ashley*
Kiedy byłyśmy pod domem,zapłaciłam taksówkarzowi i poszłyśmy z Van do domu.Nie wierzę,co za dureń!Jak ja mogłam go kochać!Nigdy mu tego nie wybaczę.Usiadłyśmy z Vanessą na kanapie w salonie.Tym razem to ona pocieszała mnie.
-Nie przejmuj się,dobrze wiesz jaki jest Justin.
-Wiem,ale...ja tak bardzo go kocham...-zaczęłam mówić twardo ale skończyło się tym że zaczęłam głośno płakać i nim się obejrzałam ramię Vanessy było całe w moich łzach.Położyłam się na kanapie bo byłam śpiąca.Moja przyjaciółka oglądała w telewizji jakiś film.Nie wiem jak to się stało i dlaczego tak szybko,ale najprawdopodobniej przez mój stan,szybko zasnęłam.
_______________________
Obudziłam się skulona na brzegu łóżka.Otworzyłam oczy i przypomniałam sobie wszystkie zdarzenia z wczoraj.
-Hej śpiochu.-powiedziała Van i się uśmiechnęła.
-Hej,hej.Gdzie jest Justin?-zapytałam.
-Nie ma go u ciebie?-wtrącił Cody.
Na jego odpowiedź otworzyłam szerzej oczy.
W myślach ukazał mi się Justin z zakrwawionym nosem i złym wyrazem twarzy.
-Jak on wyglądał?-zapytałam.
-Nie wiem,w czarnych włosach,takich krótkich,krótszych od Cody'ego.
-Mówił coś jeszcze?
-Nie wiem,pamiętam tylko że pytał o Vanessę i kazał jej powiedzieć żeby w końcu powiedziała tobie czemu z tobą zerwał.
Kiedy Van i Cody wyszli...
"Justin zdjął z siebie koszulkę i zaczął całować mnie po szyi."
Wypadek...
-Halo?-przyłożyłam telefon do ucha.
Usłyszałam płacz w telefonie na co gwałtownie zerwałam się z kanapy.
-Szybko,przyjedźcie tutaj!-płakała.
Przypomniałam sobie widok płaczącej na chodniku Vanessy i potem Cody'ego leżącego w szpitalu.Nagle zdałam sobie sprawę że zasnęłam na kanpie więc co robię w łóżku?Van raczej by mnie nie przeniosła a Cody leży w szpitalu.Obróciłam się na drugi bok i ujrzałam Justina który nie spał i patrzał na mnie.
-Co ty tu robisz?-zapytałam mrużąc oczy.
Justin oblizał wargi.
-Przepraszam...-zaczął spokojnie.
-Ile razy jeszcze usłyszę to twoje "przepraszam"?!
-Tyle dopóki mi nie wybaczysz.
-Prędzej stracisz głos.Nie rozumiem cię.Jesteśmy w domu,całujemy się,przyjeżdżamy do szpitala,podrywasz pielęgniarkę...co dalej?
Justin wstał z łóżka,leżał koło mnie w ciuchach,zdjął tylko buty.Poszedł do salonu.Myślałam że jest smutny albo wkurzony bo wyszedł bez słowa.Usiadłam na łóżku.Justin ponownie wszedł do pokoju trzymając ręce za plecami.Stanął przede mną.Zza pleców wyjął...bukiet róż.
-Przepraszam.-powiedział smutnym głosem.
Wstałam z łóżka.Otworzyłam buzię ze zdziwienia.Czy to możliwe że Justin zachował się jak dżentelmen i kupił mi róże?On nigdy by się tak nie zachował.Nie chciałam mu wybaczać...ale...to było dla mnie za trudne.Przełamałam się,znowu.
-Są...piękne.-powiedziałam do Justina który podał mi je.
-Nie bardziej od ciebie.-odpowiedział nie uśmiechając się bo najwyraźniej faktycznie czuł się winny.
Uśmiechnęłam się do niego.
-To...wybaczysz mi?-zapytał powoli.
-Jeśli obiecasz że już więcej nie będziesz podrywał innych dziewczyn kiedy jesteś ze mną...i kiedy jesteś beze mnie też nie.-powiedziałam.
-Obiecuję.-uśmiechnął się.
Położyłam kwiaty na łóżko i rzuciłam mu się na szyję,szybko złączyłam nasze wargi.W końcu się od siebie odkleiliśmy.
-To do ciebie nie podobne.-powiedziałam i się zaśmiałam.
-Ale co?
-No wiesz,kwiaty,przeprosiny,poczucie winy...
-Widzisz jak się dla ciebie poświęcam?
Zaczęłam się śmiać.Położyliśmy się na łóżku.
-Boże,nie wierzę że zachowuję się jak typowy pedał...-powiedział nagle.
-Czemu niby pedał?Chyba prawdziwy facet.
-Nie,to przereklamowane.
-To słodkie.-cmoknęłam go w policzek.
*Według Justina*
Wybaczyła mi i to jest najważniejsze.Wiem że Van jest na mnie nieźle wkurzona za to co zrobiłem ale to nie ona mnie obchodzi.Nagle poczułem wibrację w spodniach bo dostałem sms'a.Wyciągnąłem mojego I'phona z kieszeni.
Od:Cody
Ja pierdole,nudzi mi się jak cholera.
Zaśmiałem się.
-Kto to?-zapytała Ash.
-Cody.
-Co u niego?
-Pisze że się cholernie nudzi.
Odpisałem mu.
Do:Cody
Co ja ci poradzę?
Zanim zdążyłem schować telefon do kieszeni dostałem kolejnego sms'a.
Od:Cody
Dawaj tu.Ale bez dziewczyn.
Do:Cody
Czemu?
Od:Cody
Bo będzie "jak się czujesz?","bardzo boli?".
Do:Cody
Dobra zaraz będę frajerze.
Schowałem telefon do kieszeni spodni.
-Ym...wiesz co,jadę do Cody'ego.Niedługo będę.-pocałowałem Ashley i wstałem z łóżka.
-Dobra.-powiedziała i zeszła razem ze mną na dół bo szła do Vanessy.
Wyszedłem z domu i udałem się do auta.
*Według Ashley*
Justin wyszedł.
-Co robimy?-zapytałam Vanessy.-Nudzi mi się.-dodałam.
-Nie wiem,oglądamy jakiś film?-zaproponowała.
-Ooo dobry pomysł.To ty idź zrób popcorn a ja idę poszukać filmów na laptopie.
Moja przyjaciółka pokiwała głową i poszła do kuchni.Wzięłam jej laptopa bo mój zamulał.Włączyłam go i szukałam czegoś fajnego w folderze "Filmy".Przez przypadek przekierowało mnie do jakiegoś innego folderu.Zamarłam.Moje serce stanęło.Włączyłam zdjęcie przez które zrobiłam się cała blada.Była na nim Vanessa całująca się z...Jamesem.Zdjęć było więcej,nigdy wcześniej ich nie widziałam.
-Trzeci grudnia ubiegłego roku?-powiedziałam słyszalnym tylko dla mnie głosem.-To przecież parę dni albo i miesiąc po tym jak James mnie rzucił...-dodałam.
Nigdy nie byłam tak zdziwiona,zła,rozczarowana i nie wiem jakie tu uczucia jeszcze opisać.Nie da się tego wyrazić słowami.Van przyszła z popcornem.Postawiła miskę na stoliku a ja wywaliłam całą kukurydzę na podłogę.
-Co ty robisz?!-zapytała.
-Co TY robisz?!-krzyknęłam.
-O co ci chodzi?
-Możesz mi to wytłumaczyć do cholery?!
Obróciłam laptopa w jej stronę.Na widok tego zdjęcia oczy prawie wyszły jej z orbit.
-Dlaczego grzebiesz z moich prywatnych rzeczach?!-powiedziała.
-Myślałam że jesteśmy przyjaciółkami i nie ukrywamy przed sobą tajemnic!Po za tym nie grzebałam tylko to się samo włączyło!Myliłam się bo nie jesteś moją przyjaciółką,nienawidzę cię!-darłam się.
-To nie jest tak jak myślisz...-uspokoiła się.-Ashley daj mi wytłumaczyć!-mówiła.
-Nie!Mam w dupie twoje wyjaśnienia!Szkoda tylko że ci ufałam!-krzyknęłam i wybiegłam z domu trzaskając za sobą drzwiami.
Super,akurat zaczynało padać,los naprawdę mnie nienawidzi.Szłam w deszczu jak najdalej przed siebie.Szłam chodnikiem mijając ludzi z parasolami.Zaczęło się robić coraz zimniej a ja miałam koszulkę z krótkim rękawkiem.Ulice opustoszały.Byłam tylko ja i moje myśli.W głowie cały czas miałam obraz całującej się mojej przyjaciółki z Jamesem.Zaczęło lać jeszcze mocniej i gdyby tego było mało to chyba zbierało się na burzę.Usłyszałam jak grzmi.Gdzie ja mam teraz iść?Do domu w którym jest Vanessa?Do moich rodziców którzy zaraz zaczną o wszystko wypytywać?Gdzie mam iść?Ustałam pod dachem jakiegoś sklepu który był na moje (nie) szczęście zamknięty.Marzłam aż zauważyłam jakieś jadące auto.Kierowca zatrzymał się i uchylił szybę.To Justin!
-Co ty tu robisz?-zapytał zdziwiony i wysiadł z samochodu.
Nie wytrzymałam i po prostu poryczałam się jak dziecko.Justin zdjął z siebie kurtkę i założył mi ją bo widział że się trzęsę.Zaprowadził mnie za rękę do auta.Poczułam podwójne ciepło.
-Nawet nie wiesz jak cię teraz potrzebuję.-powiedziałam.
-Co się stało?
-Opowiem ci kiedy indziej.Wracasz już?-zapytałam ze łzami w oczach.
-Tak,jedziemy do ciebie?
-Nie!-krzyknęłam.
Justin spojrzał na mnie i zmarszczył czoło bo nie wiedział co się stało.
-To jedźmy do mnie.-powiedział.
-A twoja mama jest?
-Nie,wyjazd jej się przedłużył.
Pokiwałam głową.Justin ruszył i po paru minutach byliśmy już w jego domu.Zdjęłam buty i poszłam do jego pokoju.Blondyn usiadł na łóżko a ja koło niego.
-Teraz mi powiedz co się do chuja stało bo nie rozumiem.-powiedział.
Odetchnęłam ciężko.
-Kiedy wyszedłeś,miałyśmy z Vanessą obejrzeć sobie jakiś film,ona poszła po popcorn a ja wzięłam jej laptopa i szukałam filmu.Coś kliknęłam i weszłam w jakiś folder w którym były...zdjęcia Vanessy i Jamesa...
Justin wytrzeszczył oczy.
-James to...
-Tak,to ten koleś z którym się ostatnio pobiłeś.
-Ale jak to ona...z nim?
Westchnęłam.Najbliższe mi osoby mnie okłamują,dlaczego to jest takie trudne?
Ki
-J
-Za co jesteś na mnie zła?-zapytałem pomimo że dokładnie wiedziałem co zrobiłem.
Nie odpowiedziała.
-Ashley.-powiedziałem.
-Daj mi spokój!-krzyknęła.
Zaczęły iść jeszcze szybciej.Obydwie wsiadły do jakiejś taksówki i od razu ruszyły.Co ja mam robić?Ona ma mnie całkowicie w dupie.Spojrzałem w górę i zamknąłem oczy próbując coś wymyślić.Wpadłem na genialny pomysł którego nigdy wcześniej bym nie zrobił,będę musiał się poświęcić.
*Według Ashley*
Kiedy byłyśmy pod domem,zapłaciłam taksówkarzowi i poszłyśmy z Van do domu.Nie wierzę,co za dureń!Jak ja mogłam go kochać!Nigdy mu tego nie wybaczę.Usiadłyśmy z Vanessą na kanapie w salonie.Tym razem to ona pocieszała mnie.
-Nie przejmuj się,dobrze wiesz jaki jest Justin.
-Wiem,ale...ja tak bardzo go kocham...-zaczęłam mówić twardo ale skończyło się tym że zaczęłam głośno płakać i nim się obejrzałam ramię Vanessy było całe w moich łzach.Położyłam się na kanapie bo byłam śpiąca.Moja przyjaciółka oglądała w telewizji jakiś film.Nie wiem jak to się stało i dlaczego tak szybko,ale najprawdopodobniej przez mój stan,szybko zasnęłam.
_______________________
Obudziłam się skulona na brzegu łóżka.Otworzyłam oczy i przypomniałam sobie wszystkie zdarzenia z wczoraj.
-Hej śpiochu.-powiedziała Van i się uśmiechnęła.
-Hej,hej.Gdzie jest Justin?-zapytałam.
-Nie ma go u ciebie?-wtrącił Cody.
Na jego odpowiedź otworzyłam szerzej oczy.
W myślach ukazał mi się Justin z zakrwawionym nosem i złym wyrazem twarzy.
-Jak on wyglądał?-zapytałam.
-Nie wiem,w czarnych włosach,takich krótkich,krótszych od Cody'ego.
-Mówił coś jeszcze?
-Nie wiem,pamiętam tylko że pytał o Vanessę i kazał jej powiedzieć żeby w końcu powiedziała tobie czemu z tobą zerwał.
Kiedy Van i Cody wyszli...
"Justin zdjął z siebie koszulkę i zaczął całować mnie po szyi."
Wypadek...
-Halo?-przyłożyłam telefon do ucha.
Usłyszałam płacz w telefonie na co gwałtownie zerwałam się z kanapy.
-Szybko,przyjedźcie tutaj!-płakała.
Przypomniałam sobie widok płaczącej na chodniku Vanessy i potem Cody'ego leżącego w szpitalu.Nagle zdałam sobie sprawę że zasnęłam na kanpie więc co robię w łóżku?Van raczej by mnie nie przeniosła a Cody leży w szpitalu.Obróciłam się na drugi bok i ujrzałam Justina który nie spał i patrzał na mnie.
-Co ty tu robisz?-zapytałam mrużąc oczy.
Justin oblizał wargi.
-Przepraszam...-zaczął spokojnie.
-Ile razy jeszcze usłyszę to twoje "przepraszam"?!
-Tyle dopóki mi nie wybaczysz.
-Prędzej stracisz głos.Nie rozumiem cię.Jesteśmy w domu,całujemy się,przyjeżdżamy do szpitala,podrywasz pielęgniarkę...co dalej?
Justin wstał z łóżka,leżał koło mnie w ciuchach,zdjął tylko buty.Poszedł do salonu.Myślałam że jest smutny albo wkurzony bo wyszedł bez słowa.Usiadłam na łóżku.Justin ponownie wszedł do pokoju trzymając ręce za plecami.Stanął przede mną.Zza pleców wyjął...bukiet róż.
-Przepraszam.-powiedział smutnym głosem.
Wstałam z łóżka.Otworzyłam buzię ze zdziwienia.Czy to możliwe że Justin zachował się jak dżentelmen i kupił mi róże?On nigdy by się tak nie zachował.Nie chciałam mu wybaczać...ale...to było dla mnie za trudne.Przełamałam się,znowu.
-Są...piękne.-powiedziałam do Justina który podał mi je.
-Nie bardziej od ciebie.-odpowiedział nie uśmiechając się bo najwyraźniej faktycznie czuł się winny.
Uśmiechnęłam się do niego.
-To...wybaczysz mi?-zapytał powoli.
-Jeśli obiecasz że już więcej nie będziesz podrywał innych dziewczyn kiedy jesteś ze mną...i kiedy jesteś beze mnie też nie.-powiedziałam.
-Obiecuję.-uśmiechnął się.
Położyłam kwiaty na łóżko i rzuciłam mu się na szyję,szybko złączyłam nasze wargi.W końcu się od siebie odkleiliśmy.
-To do ciebie nie podobne.-powiedziałam i się zaśmiałam.
-Ale co?
-No wiesz,kwiaty,przeprosiny,poczucie winy...
-Widzisz jak się dla ciebie poświęcam?
Zaczęłam się śmiać.Położyliśmy się na łóżku.
-Boże,nie wierzę że zachowuję się jak typowy pedał...-powiedział nagle.
-Czemu niby pedał?Chyba prawdziwy facet.
-Nie,to przereklamowane.
-To słodkie.-cmoknęłam go w policzek.
*Według Justina*
Wybaczyła mi i to jest najważniejsze.Wiem że Van jest na mnie nieźle wkurzona za to co zrobiłem ale to nie ona mnie obchodzi.Nagle poczułem wibrację w spodniach bo dostałem sms'a.Wyciągnąłem mojego I'phona z kieszeni.
Od:Cody
Ja pierdole,nudzi mi się jak cholera.
Zaśmiałem się.
-Kto to?-zapytała Ash.
-Cody.
-Co u niego?
-Pisze że się cholernie nudzi.
Odpisałem mu.
Do:Cody
Co ja ci poradzę?
Zanim zdążyłem schować telefon do kieszeni dostałem kolejnego sms'a.
Od:Cody
Dawaj tu.Ale bez dziewczyn.
Do:Cody
Czemu?
Od:Cody
Bo będzie "jak się czujesz?","bardzo boli?".
Do:Cody
Dobra zaraz będę frajerze.
Schowałem telefon do kieszeni spodni.
-Ym...wiesz co,jadę do Cody'ego.Niedługo będę.-pocałowałem Ashley i wstałem z łóżka.
-Dobra.-powiedziała i zeszła razem ze mną na dół bo szła do Vanessy.
Wyszedłem z domu i udałem się do auta.
*Według Ashley*
Justin wyszedł.
-Co robimy?-zapytałam Vanessy.-Nudzi mi się.-dodałam.
-Nie wiem,oglądamy jakiś film?-zaproponowała.
-Ooo dobry pomysł.To ty idź zrób popcorn a ja idę poszukać filmów na laptopie.
Moja przyjaciółka pokiwała głową i poszła do kuchni.Wzięłam jej laptopa bo mój zamulał.Włączyłam go i szukałam czegoś fajnego w folderze "Filmy".Przez przypadek przekierowało mnie do jakiegoś innego folderu.Zamarłam.Moje serce stanęło.Włączyłam zdjęcie przez które zrobiłam się cała blada.Była na nim Vanessa całująca się z...Jamesem.Zdjęć było więcej,nigdy wcześniej ich nie widziałam.
-Trzeci grudnia ubiegłego roku?-powiedziałam słyszalnym tylko dla mnie głosem.-To przecież parę dni albo i miesiąc po tym jak James mnie rzucił...-dodałam.
Nigdy nie byłam tak zdziwiona,zła,rozczarowana i nie wiem jakie tu uczucia jeszcze opisać.Nie da się tego wyrazić słowami.Van przyszła z popcornem.Postawiła miskę na stoliku a ja wywaliłam całą kukurydzę na podłogę.
-Co ty robisz?!-zapytała.
-Co TY robisz?!-krzyknęłam.
-O co ci chodzi?
-Możesz mi to wytłumaczyć do cholery?!
Obróciłam laptopa w jej stronę.Na widok tego zdjęcia oczy prawie wyszły jej z orbit.
-Dlaczego grzebiesz z moich prywatnych rzeczach?!-powiedziała.
-Myślałam że jesteśmy przyjaciółkami i nie ukrywamy przed sobą tajemnic!Po za tym nie grzebałam tylko to się samo włączyło!Myliłam się bo nie jesteś moją przyjaciółką,nienawidzę cię!-darłam się.
-To nie jest tak jak myślisz...-uspokoiła się.-Ashley daj mi wytłumaczyć!-mówiła.
-Nie!Mam w dupie twoje wyjaśnienia!Szkoda tylko że ci ufałam!-krzyknęłam i wybiegłam z domu trzaskając za sobą drzwiami.
Super,akurat zaczynało padać,los naprawdę mnie nienawidzi.Szłam w deszczu jak najdalej przed siebie.Szłam chodnikiem mijając ludzi z parasolami.Zaczęło się robić coraz zimniej a ja miałam koszulkę z krótkim rękawkiem.Ulice opustoszały.Byłam tylko ja i moje myśli.W głowie cały czas miałam obraz całującej się mojej przyjaciółki z Jamesem.Zaczęło lać jeszcze mocniej i gdyby tego było mało to chyba zbierało się na burzę.Usłyszałam jak grzmi.Gdzie ja mam teraz iść?Do domu w którym jest Vanessa?Do moich rodziców którzy zaraz zaczną o wszystko wypytywać?Gdzie mam iść?Ustałam pod dachem jakiegoś sklepu który był na moje (nie) szczęście zamknięty.Marzłam aż zauważyłam jakieś jadące auto.Kierowca zatrzymał się i uchylił szybę.To Justin!
-Co ty tu robisz?-zapytał zdziwiony i wysiadł z samochodu.
Nie wytrzymałam i po prostu poryczałam się jak dziecko.Justin zdjął z siebie kurtkę i założył mi ją bo widział że się trzęsę.Zaprowadził mnie za rękę do auta.Poczułam podwójne ciepło.
-Nawet nie wiesz jak cię teraz potrzebuję.-powiedziałam.
-Co się stało?
-Opowiem ci kiedy indziej.Wracasz już?-zapytałam ze łzami w oczach.
-Tak,jedziemy do ciebie?
-Nie!-krzyknęłam.
Justin spojrzał na mnie i zmarszczył czoło bo nie wiedział co się stało.
-To jedźmy do mnie.-powiedział.
-A twoja mama jest?
-Nie,wyjazd jej się przedłużył.
Pokiwałam głową.Justin ruszył i po paru minutach byliśmy już w jego domu.Zdjęłam buty i poszłam do jego pokoju.Blondyn usiadł na łóżko a ja koło niego.
-Teraz mi powiedz co się do chuja stało bo nie rozumiem.-powiedział.
Odetchnęłam ciężko.
-Kiedy wyszedłeś,miałyśmy z Vanessą obejrzeć sobie jakiś film,ona poszła po popcorn a ja wzięłam jej laptopa i szukałam filmu.Coś kliknęłam i weszłam w jakiś folder w którym były...zdjęcia Vanessy i Jamesa...
Justin wytrzeszczył oczy.
-James to...
-Tak,to ten koleś z którym się ostatnio pobiłeś.
-Ale jak to ona...z nim?
Westchnęłam.Najbliższe mi osoby mnie okłamują,dlaczego to jest takie trudne?
Ki
-J
niedziela, 8 września 2013
Pozostali bohaterowie.
Cody Maxis-ma 19 lat,mieszka w Las Vegas.Jest najlepszym kumplem Justina.Ma wujka w L.A którego często odwiedza.Jego wujek jest jednocześnie starym kolegą ojca Justina.
Tom Freew-chodzi do szkoły razem z Vanessą,Ashley i Justinem.Nienawidzi Biebera ze względu na to że odkąd doszedł do ich szkoły,to on jest zawsze w centrum uwagi i przyciąga najwięcej dziewczyn.Będzie starał się odbić Justinowi Ashley bo chce udowodnić że to wszystkie laski lecą właśnie na niego.Trenuje koszykówkę i często wdaje się w bójki.
James Larightoon-20 letni chłopak.Były Ashley.Jest tajemniczy i wie coś co jak mówi "Zmieni życie Ash,gdy dowie się że najbliższa jej osoba kłamie." Reszty o Jamesie dowiecie się w następnych rozdziałach;)
Oliver Noth-ma 18 lat i jest kuzynem Ashley.Jest nieznośny i zachowuje się jak dziecko.Jest bardzo towarzyski ale nie każdy przyjmuje jego zachowanie z poczuciem humoru.
sobota, 7 września 2013
Fourteen.
Nie mogłam przestać myśleć o co chodziło Jamesowi z Vanessą,skąd on w ogóle wie o mnie i o Justinie?Co się z nim stało przez rok?Nie widziałam go ani razu od tamtej pory.To dziwne.Justin siedział i patrzał się przed siebie wywracając w buzi językiem we wszystkie strony.Nad czymś myślał.Nie chciałam go pytać o co chodzi bo patrzyłam na niego uważnie.Nie wytrzymałam.
-Nad czym tak myślisz?
-Nad że mogłem go mocniej jebnąć.
Zaśmiałam się bez najmniejszego uśmiechu i uczucia.
-To...gdzie on teraz jest?-zapytałam wolno.
-Skąd mam wiedzieć.
-Bo tam byłeś?
-Zostawiłem go w uliczce,pewnie potem wstał i gdzieś poszedł.
-Na policje na przykład...
Justin zaśmiał się ironicznie.
-Ja mu nic nie zrobiłem,zresztą jakby poszedł na policje to chyba bym się zesrał ze śmiechu.-powiedział wyluzowany.
Pokiwałam głową.
-Chodź,jesteś pewnie głodny.-powiedziałam nagle i udałam się w stronę drzwi.
-Nawet nie wiesz jak.-zaśmiał się.
Zeszliśmy na dół,Justin usiadł na kanapie a ja poszłam do kuchni w której była Van.
-Co robisz?-zapytałam.
-Szukam lodu.
-Może w lodówce?-zapytałam zirytowana.
-Lód?W lodówce?Chyba powinien być raczej w zamrażarce.
-Ostatnio brałam do soku i schowałam do lodówki.
Van uśmiechnęła się i otworzyła lodówkę.
-Czekaj,a po co ci lód?
-Chcę dać Justinowi.
-Na nos?To bez sensu.
-Może pomoże.
Wzruszyłam ramionami i wyjęłam z lodówki 4 jajka.Usmażyłam jajecznicę i wrzuciłam ją z patelni na dwa talerze.Posmarowałam chleb i pokroiłam pomidora w plasterki.Zaniosłam Justinowi do salonu.Jeden talerz dałam jemu,drugi Cody'emu.
-Dzięki,umieram z głodu.-powiedział Justin.
Zaśmiałam się i usiadłam koło niego.Kiedy zjedli wyniosłam talerze do kuchni i wróciłam do nich.
-Vanessa,jutro musimy iść do szkoły.Nie możemy opuszczać lekcji.
-Wiem ale nie chcę.-odpowiedziała i jęknęła.
Westchnęłam.
-Co dziś robimy?-zapytałam wszystkich.
-Ja dzisiaj wracam do Vegas.-powiedział Cody.
-Co?Nie...-rzekła rozczarowana Van.-Kiedy znowu przyjedziesz?-dodała.
-Mam nadzieję że szybko.-odpowiedział i pokazał jej swoje białe zęby.
-A my?-powiedziałam do Justina i usiadłam na niego okrakiem.-Jakieś życzenia?
-Ym...a nie to się nie liczy...-wykrztusił z siebie i zaczął się śmiać.
Dołączyłam do niego.
-Dobra gołąbeczki i Vanessa ja już spadam bo wujek potem mnie nie zawiezie.-Cody wstał i delikatnie i krótko przytulił się z Van.
Przybił mi i Justinowi piątkę i udał się do drzwi.
-Poczekaj,odprowadzę cię do wujka.-rzuciła moja przyjaciółka.
-Chce ci się?-zapytał.
-No pewnie.
Wzięła kurtkę i udała się za Cody'm zamykając za sobą drzwi wejściowe.
-No skarbie,zostaliśmy sami.-uśmiechnął się łobuzersko blondyn.
-Coś sugerujesz?-zapytałam unosząc brew.
-Dobrze wiesz co sugeruję.
-Nie,nie wiem.
Justin zdjął z siebie koszulkę i zaczął całować mnie po szyi.
-Justin,nie.-zaczęłam się śmiać.
Nie odpowiedział.
-Nie zaczynaj bo potem nie skończysz.-dodałam.
-Nie musimy kończyć mała.
-Justin!
Walnęłam go w ramię na co on się zaśmiał.
-No co?
Wywróciłam oczami.
-Przestań.
-Ale co ja zrobiłem?Ja tylko grzecznie planuje nam czas.
-Grzecznie?Nie wiem czy to jest grzeczne.
-Co jest niby nie grzeczne ?
-To czego chcesz.
-Ty też.
-Nie prawda.
-Prawda.
-Nie.
-Tak.
Leżeliśmy na kanapie już jakieś 10 minut i prawie zasnęliśmy.Nagle zadzwonił mój telefon.To Van.
-Halo?-przyłożyłam telefon do ucha.
Usłyszałam płacz w telefonie na co gwałtownie zerwałam się z kanapy.
-Szybko,przyjedźcie tutaj!-płakała.
-Gdzie?Vanessa co się stało?!-zapytałam przestraszona.
-Pod centrum handlowe!Szybko!
Rozłączyła się.
-Chodź szybko!-krzyknęłam do Justina.
Pobiegłam po bluzę i długie spodnie bo nadal miałam pidżamę.Ubrałam pośpiesznie buty i razem z Justinem wybiegliśmy z domu i weszliśmy do auta.Powiedziałam mu gdzie ma jechać.Serce mi waliło jak młot.Wreszcie dojechaliśmy na miejsce.Zobaczyłam karetkę i płaczącą Van.Wybiegłam z auta.
-Boże,co się stało?!-darłam się wręcz.
Od razu za mną przybiegł Justin i również był zaniepokojony.
-Szliśmy z Cody'm...-zaczęła i nie mogła dalej mówić bo zalała się łzami.
Przytuliłam ją.
-Spokojnie.
-I wtedy...ja zatrzymałam się i patrzałam na telefon bo dostałam sms'a,on szedł dalej i kiedy wyszedł zza samochodu nagle inny nie zauważając go...potrącił go...-nie wytrzymała i zaczęła głośno szlochać.
Justin wytrzeszczył oczy i podbiegł do gościa który pomagał wkładać Cody'ego do karetki.
-Co z nim?!-krzyczał przerażony.-Kurwa powiedzcie że wszystko dobrze i tylko się poobijał!-dodał denerwując się.
-Wszystko okaże się w szpitalu.-odpowiedział szybko facet po czym wsiadł do pojazdu i ujrzeliśmy tylko karetkę jadącą szybko na sygnale.
Justin pokazał nam ręką abyśmy weszły do auta po czym szybko do niego wszedł i za nim zdążyłyśmy wsiąść on już odpalał silnik.Przyjechaliśmy do szpitala.Ja z Van usiadłyśmy w poczekalni a Justin poszedł się zapytać o Cody'ego.
*Według Justina*
Kurwa co się właściwie dzieje.Podszedłem do jakiejś kobiety która stała za ladą.
-W której sali leży Cody Maxis?
-Kim pan jest?-odpowiedziała.
-Jego przyjacielem.
-Nie mogę zdradzać panu żadnych informacji jeśli nie jest pan z jego rodziny.Przepraszam.
-Kurwa jestem jedyną osobą w Los Angeles którą zna!-krzyknąłem.-Przyjechał do mnie!-dodałem próbując się opanować.
-W takim razie...dobrze.Leży w sali 103.Proszę iść na ten korytarz.Lekarz poinformuje pana kiedy będzie można go odwiedzić.
-Dzięki.-rzuciłem i pobiegłem do dziewczyn.
Ujrzałem płaczącą nadal Vanessę i pocieszającą ją Ash.Tak sexy wyglądała w tych ciuchach.Dobra Justin nie teraz.
-Chodźcie,jest w sali 103.To chyba drugie piętro.
Udaliśmy się do dużej windy za chwilę byliśmy na długim korytarzu w którym znajdowało się pełno sal.Usiadłem na jednym z krzeseł,obok mnie usiadły dziewczyny.Po 20 minutach siedzenia z sali wyszedł lekarz.
-Jak on się czuje?-zapytałem i wstałem z miejsca.
-Jego stan nie jest ciężki.Pan Maxis miał wyjątkowe szczęście ponieważ samochód nie uderzył całego jego ciała tylko część.Na dodatek przed wjechaniem wyhamował ostro więc obrażenia nie są poważne.
-Mogę go odwiedzić?
-Tak,ale nie za długo.Niedługo czeka go operacja.
Pokiwałem głową i powoli wszedłem z Ashley i Van do sali.Zamknąłem za sobą drzwi.
-Hej,stary,jak się czujesz.-rzuciłem.
Idiota ze mnie.Właśnie potrącił go samochód a ja pytam czy wszystko w porządku.
-W-wporzo.-wykrztusił z siebie ledwo co.
-Mocno boli?-zapytała drżącym głosem Vanessa.
-Nie,dostałem znieczulenie.Ashley?Justin?Co wy tu robicie?
-Ja pierdole,nie mów że straciłeś pamięć.-powiedziałem i jęknąłem.
-Nie straciłem pamięci baranie,pytam co tu robicie.-zaśmiał się cicho i delikatnie bo nie miał siły.
-Przyjechaliśmy kiedy tylko Van zadzwoniła.-wtrąciła Ash.
-Spoko,będę żył.-powiedział.
-Zajebie tego drania co się potrącił.-powiedziała Vanessa zaciskając zęby.
Cody się zaśmiał.
-Wychodzę za 3-4 dni jeśli wszystko będzie okej.Więc na razie zostaje w L.A.
Nagle do sali weszła pielęgniarka.Miała jakieś 24 lata i była strasznie sexy.
-Kto z was jest przyjacielem bądź rodziną pana Maxis?-zapytała.
Ustałem na przeciwko jej i spojrzałem na jej biust.Za chwilę znów na jej twarz.Oblizałem usta.
-Ja.-rzuciłem.
-Dobrze,niestety muszę prosić państwa o opuszczenie sali ponieważ za chwilę państwa przyjaciel będzie operowany.
-Właśnie,idźcie.
Ashley potrząsnęła głową i zaśmiała się ironicznie.
-Jesteś dupkiem Bieber.Nienawidzę cię.-powiedziała.
Van udała się za nią i spojrzała na mnie wrogo.Wybiegłem z sali.
-Czekaj!-krzyczałem i pobiegłem za idącą szybko przede mną Ashley.
Teraz to mnie naprawdę znienawidziła.
-Nad czym tak myślisz?
-Nad że mogłem go mocniej jebnąć.
Zaśmiałam się bez najmniejszego uśmiechu i uczucia.
-To...gdzie on teraz jest?-zapytałam wolno.
-Skąd mam wiedzieć.
-Bo tam byłeś?
-Zostawiłem go w uliczce,pewnie potem wstał i gdzieś poszedł.
-Na policje na przykład...
Justin zaśmiał się ironicznie.
-Ja mu nic nie zrobiłem,zresztą jakby poszedł na policje to chyba bym się zesrał ze śmiechu.-powiedział wyluzowany.
Pokiwałam głową.
-Chodź,jesteś pewnie głodny.-powiedziałam nagle i udałam się w stronę drzwi.
-Nawet nie wiesz jak.-zaśmiał się.
Zeszliśmy na dół,Justin usiadł na kanapie a ja poszłam do kuchni w której była Van.
-Co robisz?-zapytałam.
-Szukam lodu.
-Może w lodówce?-zapytałam zirytowana.
-Lód?W lodówce?Chyba powinien być raczej w zamrażarce.
-Ostatnio brałam do soku i schowałam do lodówki.
Van uśmiechnęła się i otworzyła lodówkę.
-Czekaj,a po co ci lód?
-Chcę dać Justinowi.
-Na nos?To bez sensu.
-Może pomoże.
Wzruszyłam ramionami i wyjęłam z lodówki 4 jajka.Usmażyłam jajecznicę i wrzuciłam ją z patelni na dwa talerze.Posmarowałam chleb i pokroiłam pomidora w plasterki.Zaniosłam Justinowi do salonu.Jeden talerz dałam jemu,drugi Cody'emu.
-Dzięki,umieram z głodu.-powiedział Justin.
Zaśmiałam się i usiadłam koło niego.Kiedy zjedli wyniosłam talerze do kuchni i wróciłam do nich.
-Vanessa,jutro musimy iść do szkoły.Nie możemy opuszczać lekcji.
-Wiem ale nie chcę.-odpowiedziała i jęknęła.
Westchnęłam.
-Co dziś robimy?-zapytałam wszystkich.
-Ja dzisiaj wracam do Vegas.-powiedział Cody.
-Co?Nie...-rzekła rozczarowana Van.-Kiedy znowu przyjedziesz?-dodała.
-Mam nadzieję że szybko.-odpowiedział i pokazał jej swoje białe zęby.
-A my?-powiedziałam do Justina i usiadłam na niego okrakiem.-Jakieś życzenia?
-Ym...a nie to się nie liczy...-wykrztusił z siebie i zaczął się śmiać.
Dołączyłam do niego.
-Dobra gołąbeczki i Vanessa ja już spadam bo wujek potem mnie nie zawiezie.-Cody wstał i delikatnie i krótko przytulił się z Van.
Przybił mi i Justinowi piątkę i udał się do drzwi.
-Poczekaj,odprowadzę cię do wujka.-rzuciła moja przyjaciółka.
-Chce ci się?-zapytał.
-No pewnie.
Wzięła kurtkę i udała się za Cody'm zamykając za sobą drzwi wejściowe.
-No skarbie,zostaliśmy sami.-uśmiechnął się łobuzersko blondyn.
-Coś sugerujesz?-zapytałam unosząc brew.
-Dobrze wiesz co sugeruję.
-Nie,nie wiem.
Justin zdjął z siebie koszulkę i zaczął całować mnie po szyi.
-Justin,nie.-zaczęłam się śmiać.
Nie odpowiedział.
-Nie zaczynaj bo potem nie skończysz.-dodałam.
-Nie musimy kończyć mała.
-Justin!
Walnęłam go w ramię na co on się zaśmiał.
-No co?
Wywróciłam oczami.
-Przestań.
-Ale co ja zrobiłem?Ja tylko grzecznie planuje nam czas.
-Grzecznie?Nie wiem czy to jest grzeczne.
-Co jest niby nie grzeczne ?
-To czego chcesz.
-Ty też.
-Nie prawda.
-Prawda.
-Nie.
-Tak.
Leżeliśmy na kanapie już jakieś 10 minut i prawie zasnęliśmy.Nagle zadzwonił mój telefon.To Van.
-Halo?-przyłożyłam telefon do ucha.
Usłyszałam płacz w telefonie na co gwałtownie zerwałam się z kanapy.
-Szybko,przyjedźcie tutaj!-płakała.
-Gdzie?Vanessa co się stało?!-zapytałam przestraszona.
-Pod centrum handlowe!Szybko!
Rozłączyła się.
-Chodź szybko!-krzyknęłam do Justina.
Pobiegłam po bluzę i długie spodnie bo nadal miałam pidżamę.Ubrałam pośpiesznie buty i razem z Justinem wybiegliśmy z domu i weszliśmy do auta.Powiedziałam mu gdzie ma jechać.Serce mi waliło jak młot.Wreszcie dojechaliśmy na miejsce.Zobaczyłam karetkę i płaczącą Van.Wybiegłam z auta.
-Boże,co się stało?!-darłam się wręcz.
Od razu za mną przybiegł Justin i również był zaniepokojony.
-Szliśmy z Cody'm...-zaczęła i nie mogła dalej mówić bo zalała się łzami.
Przytuliłam ją.
-Spokojnie.
-I wtedy...ja zatrzymałam się i patrzałam na telefon bo dostałam sms'a,on szedł dalej i kiedy wyszedł zza samochodu nagle inny nie zauważając go...potrącił go...-nie wytrzymała i zaczęła głośno szlochać.
Justin wytrzeszczył oczy i podbiegł do gościa który pomagał wkładać Cody'ego do karetki.
-Co z nim?!-krzyczał przerażony.-Kurwa powiedzcie że wszystko dobrze i tylko się poobijał!-dodał denerwując się.
-Wszystko okaże się w szpitalu.-odpowiedział szybko facet po czym wsiadł do pojazdu i ujrzeliśmy tylko karetkę jadącą szybko na sygnale.
Justin pokazał nam ręką abyśmy weszły do auta po czym szybko do niego wszedł i za nim zdążyłyśmy wsiąść on już odpalał silnik.Przyjechaliśmy do szpitala.Ja z Van usiadłyśmy w poczekalni a Justin poszedł się zapytać o Cody'ego.
*Według Justina*
Kurwa co się właściwie dzieje.Podszedłem do jakiejś kobiety która stała za ladą.
-W której sali leży Cody Maxis?
-Kim pan jest?-odpowiedziała.
-Jego przyjacielem.
-Nie mogę zdradzać panu żadnych informacji jeśli nie jest pan z jego rodziny.Przepraszam.
-Kurwa jestem jedyną osobą w Los Angeles którą zna!-krzyknąłem.-Przyjechał do mnie!-dodałem próbując się opanować.
-W takim razie...dobrze.Leży w sali 103.Proszę iść na ten korytarz.Lekarz poinformuje pana kiedy będzie można go odwiedzić.
-Dzięki.-rzuciłem i pobiegłem do dziewczyn.
Ujrzałem płaczącą nadal Vanessę i pocieszającą ją Ash.Tak sexy wyglądała w tych ciuchach.Dobra Justin nie teraz.
-Chodźcie,jest w sali 103.To chyba drugie piętro.
Udaliśmy się do dużej windy za chwilę byliśmy na długim korytarzu w którym znajdowało się pełno sal.Usiadłem na jednym z krzeseł,obok mnie usiadły dziewczyny.Po 20 minutach siedzenia z sali wyszedł lekarz.
-Jak on się czuje?-zapytałem i wstałem z miejsca.
-Jego stan nie jest ciężki.Pan Maxis miał wyjątkowe szczęście ponieważ samochód nie uderzył całego jego ciała tylko część.Na dodatek przed wjechaniem wyhamował ostro więc obrażenia nie są poważne.
-Mogę go odwiedzić?
-Tak,ale nie za długo.Niedługo czeka go operacja.
Pokiwałem głową i powoli wszedłem z Ashley i Van do sali.Zamknąłem za sobą drzwi.
-Hej,stary,jak się czujesz.-rzuciłem.
Idiota ze mnie.Właśnie potrącił go samochód a ja pytam czy wszystko w porządku.
-W-wporzo.-wykrztusił z siebie ledwo co.
-Mocno boli?-zapytała drżącym głosem Vanessa.
-Nie,dostałem znieczulenie.Ashley?Justin?Co wy tu robicie?
-Ja pierdole,nie mów że straciłeś pamięć.-powiedziałem i jęknąłem.
-Nie straciłem pamięci baranie,pytam co tu robicie.-zaśmiał się cicho i delikatnie bo nie miał siły.
-Przyjechaliśmy kiedy tylko Van zadzwoniła.-wtrąciła Ash.
-Spoko,będę żył.-powiedział.
-Zajebie tego drania co się potrącił.-powiedziała Vanessa zaciskając zęby.
Cody się zaśmiał.
-Wychodzę za 3-4 dni jeśli wszystko będzie okej.Więc na razie zostaje w L.A.
Nagle do sali weszła pielęgniarka.Miała jakieś 24 lata i była strasznie sexy.
-Kto z was jest przyjacielem bądź rodziną pana Maxis?-zapytała.
Ustałem na przeciwko jej i spojrzałem na jej biust.Za chwilę znów na jej twarz.Oblizałem usta.
-Ja.-rzuciłem.
-Dobrze,niestety muszę prosić państwa o opuszczenie sali ponieważ za chwilę państwa przyjaciel będzie operowany.
-Właśnie,idźcie.
Ashley potrząsnęła głową i zaśmiała się ironicznie.
-Jesteś dupkiem Bieber.Nienawidzę cię.-powiedziała.
Van udała się za nią i spojrzała na mnie wrogo.Wybiegłem z sali.
-Czekaj!-krzyczałem i pobiegłem za idącą szybko przede mną Ashley.
Teraz to mnie naprawdę znienawidziła.
środa, 4 września 2013
Thirteen.
Po skończonej grze,chciało nam się spać.Trochę wcześnie no ale cóż.Cody poszedł do pokoju Vanessy.
-Idźcie do twojego pokoju.-powiedziała Van.
-Nie,my prześpimy się na kanapie.-powiedziałam.
-Ash,ja będę spać na kanapie.
-Nie wyśpicie się.
-Ty też nie.
-No ale ja sama się wyśpię,a wy we dwoje,będzie wam ciasno.
-Ale...
-Nie ma żadnego "ale".Marsz do pokoju.-zaśmiała się.
Uśmiechnęłam się i zaciągnęłam Justina na górę.Kiedy weszliśmy zamknęłam drzwi.
-Poczekaj,idę do łazienki.
-Okej.-odpowiedział Justin.
Wzięłam za dużą koszulkę i udałam się pod prysznic.Krople wody spływały powoli po moim ciele.Wyszłam z pod prysznica.Wytarłam się puchatym ręcznikiem i ubrałam na siebie koszulkę.Wyszłam z łazienki.Justin siedział na łóżku.
-Jestem.-powiedziałam.-Chcesz jakąś koszulkę do spania?-dodałam i zaczęłam się śmiać.
Justin wybuchł śmiechem.
-Tak,tak.-powiedział z sarkazmem.
-No co,mam większe koszulki.
Podeszłam do szafki i wyjęłam za dużą różową koszulkę.Justin zaczął się śmiać.
-Serio?-powiedział.
-Może lepiej daj mi gacie.-powiedział i się zaśmiał.
-Ymm,okej.
Podeszłam do szuflady i wyjęłam majtki z czarno różowej koronki.Po czym rzuciłam nimi w Justina.
-Proszę bardzo,skarbie.-powiedziałam.
Wylądowały mu na twarzy.Nie mogłam powstrzymać śmiechu.Bieber zdjął się ze swoich oczu i podszedł do mnie i objął mnie w talii.
-Nie skorzystam z tej oferty mała.-powiedział mi do ucha.
-Okej,jak chcesz.-powiedziałam śmiejąc się.
Justin wszedł do łazienki.Siedział tam ok.5 minut.Wyszedł w samych spodenkach.Rzucił koszulkę na krzesło,mocno odetchnął i położył się na łóżku.Ja nadal siedziałam.Położyłam się obok a głowę oparłam na jego umięśnionym brzuchu.On położył swoją rękę na moich plecach i pocałował mnie w czoło.
-Justin...-zaczęłam spokojnie.
-Hm?
-Obiecaj że mnie nigdy nie zostawisz...
Justin popatrzał na mnie przez chwilę.
-Obiecuję.-powiedział.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam się jeszcze bardziej.
-Nigdy bym nie pomyślał że będę mieć tak szybko dziewczynę na stałe...-powiedział.
-Na stałe?-zapytałam i uniosłam brew.
-Oj wiesz o co chodzi.
Uśmiechnęłam się sama do siebie.Nagle wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi.
-Gdzie idziesz?-zapytał Bieber.
-Na chwilę do Van,sprawdzę co robi.
Justin pokiwał głową.Kiedy już chciałam wpaść do salonu,zatrzymałam się na krótkich schodach i nasłuchiwałam.
-On nie powinien z nią być.-usłyszałam Cody'ego
-Ale ona go kocha,nie możesz tego zniszczyć.On też coś do niej czuje.-odpowiadała Van.
-Nie chcę,widzę że Ashley jest z nim szczęśliwa ale zobaczysz ona będzie przez niego cierpieć.
-Dlaczego?
-Justin nigdy nie miał dziewczyny na dłużej,nigdy nie miał i szybko jej mieć nie będzie.Przyzwyczaił się do imprez i tych wszystkich dzi...
-..wek?-dokończyłam i weszłam powoli do salonu wzbudzając w nich strach.
-Ashley?-zapytała Vanessa i wstała.
-To...nie to co myślisz...-powiedział Cody.
-Wiem co myślę.Twierdzicie że znudzę się Justinowi.Zdziwicie się.
Obydwoje zaczęli coś mówić ale ja poszłam do góry trzaskając drzwiami od mojego pokoju.Walnęłam się na łóżko.Usłyszałam pukanie i wołanie mojej przyjaciółki.
-Co jest?-zapytał Bieber.
-Nic.
-Nic,Van stoi za drzwiami i dobija się do ciebie,ty jesteś wkurzona i nic się nie stało.Jasne.
-Szłam do salonu i mówili o nas że mnie szybko rzucisz...
Justin zrobił skwaszoną minę.
-Nie słuchaj ich.Gdybym miał cię zostawić zrobiłbym to dawno temu.-powiedział.-Po za tym,obiecałem ci.-dodał i się zaśmiał.
Uśmiechnęłam się.
-Chodź tu.-powiedział.
Usiadłam i przysunęłam się do niego.Objął mnie rękoma na plecach i położył głowę na moim ramieniu.Zrobiłam to samo.
-Co by było gdybyśmy się nie poznali?Gdybyś zamieszkał na przykład w San Diego a nie w Los Angeles?
-Na pewno byłbym teraz na imprezie z Cody'm i podrywał jakieś płytkie dupy.Kurwa ty mnie zmieniasz w grzecznego chłopca.-rzekł i zaczął się śmiać.
-Co,ja?-zaśmiałam się.-A nie jesteś grzeczny?-uniosłam brew.
-Sama odpowiedz sobie na to pytanie.-uśmiechnął się łobuzersko i pociągnął mnie do tyłu tak że leżał na mnie.
Zaczęłam się śmiać.
-Jesteś grzeczny.-powiedziałam.
-Na pewno?
Justin zaczął mnie szybko łaskotać po brzuchu tam gdzie miałam największe łaskotki.
-Nie!Justin przestań!-krzyczałam przez śmiech.
-Powiedz że jestem niegrzeczny!
-Nie!
Zaczęłam śmiać się jeszcze mocniej.
-Jesteś niegrzeczny!
-Co?Nie słyszę!
-Jesteś niegrzeczny!-powtarzałam.
-A teraz powiedz że mnie kochasz!
-Kocham cię!-wydarłam się na cały głos.
Justin przestał mnie łaskotać.Zrobiłam się cała czerwona i ledwo co oddychałam ze zmęczenia.Justin mnie cmoknął w czoło się zaśmiał.W końcu nabrałam powietrza.Ziewnęłam i pomrugałam parę razy oczami.
-Spać mi się chce.-powiedziałam.
-To idźmy spać.
Położyliśmy się i przykryliśmy kołdrą.Przytuliłam się do Justina i nie wiem jak to się stało ale za nim się obejrzałam,zasnęłam
_______________________________
Obudził mnie śmiech Vanessy dobiegający z innego pokoju.Otworzyłam oczy i nie ujrzałam Justina.Spałam sama.Gdzie on jest?Wstałam z łóżka,nałożyłam na tyłek krótkie spodenki i zeszłam na dół.
-Hej,śpiochu.-powiedziała Van i się uśmiechnęła.
-Hej,hej.Gdzie jest Justin?-zapytałam.
-Nie ma go u ciebie?-wtrącił Cody.
Na jego odpowiedź otworzyłam szerzej oczy.
-Nie,myślałam że siedzi z wami.-powiedziałam zdziwiona.
Nie czekałam na ich odpowiedź tylko pobiegłam do góry po telefon.Wybrałam numer Biebsa i kliknęłam zieloną słuchawkę.Jeden sygnał...drugi...trzeci...czwarty...pi pi pi,pi pi pi.Co jest?Zbiegłam na dół.
-Nie odbiera.-pokazałam im telefon.
Obydwóm zszedł uśmiech z twarzy i zrobili się poważni.Kiedy oni byli poważni ja już srałam w gacie z przerażenia.Nie mógł chyba wyparować,nie?Weszłam do kuchni i nalałam sobie wody.Nie wiedziałam co robić,nie odbiera,nie ma go,nikt nie wie gdzie jest i co się z nim dzieje.Jaką mam pewność że nie jest teraz z żadną dziwką?Usiadłam koło Vanessy na kanapie.Ona położyła mi rękę na ramieniu.
-Nie martw się mała,zaraz wróci.
-O której wstaliście?
-Około 10 bo nie chciało nam się spać.
-Właśnie a jest 12.Nie ma go trzy godziny.Wyszedłby z samego rana?Bo nie sądzę.
-Może...musiał coś załatwić.-powiedział Cody.
Wtedy usłyszeliśmy otwierające się drzwi.Gwałtownie zerwałam się z kanapy.Justin.
-Gdzie ty byłeś?Co ci się stało?!
Ujrzeliśmy nieźle wkurzonego Justina,krew leciała mu z nosa bo najwyraźniej się z kimś bił.
-Kurwa,stary co jest?-zapytał Cody.
Podeszłam do blondyna.Trzymał rękę pod nosem.Odsunęłam delikatnie jego rękę i ujrzałam oczywiście krew.
-Co się stało?-zapytałam przerażona.
-Nic.-powiedział i wszedł do salonu.
-Nie wcale.-odpowiedziałam zirytowana.
Usiadł na kanapie a ja poszłam do łazienki po chusteczkę.Wzięłam całą paczkę i usiadłam koło niego.Wyjęłam jedną i zaczęłam delikatnie wycierać krew.
-Kurwa.-powiedział Justin bo najwyraźniej go piekło.
-Możesz mi powiedzieć co się stało?!-powiedziałam już prawie krzycząc.
-Proszę bardzo!Już ci mówię!-krzyknął wkurzony.-Obudziłem się po 8 i wszyscy spaliście to poszedłem się przejechać bo mi się nudziło to wyszedłem z domu,potem wyszedłem na chwilę z auta i poszedłem do jakiegoś małego sklepu po Tiger'a.Wychodzę a tam jakiś koleś pyta co mnie z tobą łączy to mówię mu że jesteś moją dziewczyną i że gówno go to powinno obchodzić...
-Jaki koleś?-przerwałam.
-Daj mi skończyć.On powiedział coś tam żebym się od ciebie odpierdolił to ja mu przyjebałem,potem zaczęliśmy się bić a że to było jakieś zadupie to nikt nie widział to jak on leżał to wróciłem do auta i przyjechałem.
-Jak on wyglądał?-zapytałam.
-Nie wiem,w czarnych włosach,takich krótkich,krótszych od Cody'ego.
-Mówił coś jeszcze?
-Nie wiem,pamiętam tylko że pytał o Vanessę i kazał jej powiedzieć żeby w końcu powiedziała tobie czemu z tobą zerwał.
To James.Jeszcze tego brakowało.Tak,to chłopak który zerwał ze mną rok temu z niewyjaśnionego powodu,moja największa miłość.Poprawka,BYŁA miłość.Spojrzałam na Van.Nerwowo przeplatała palcami i miała strach na twarzy.
-Czemu zerwał?Vanessa o co chodzi?-zapytałam zdezorientowana.
-Ja...nie mam pojęcia.
Ciężko odetchnęłam i położyłam chusteczkę na stoliku i schowałam głowę pomiędzy kolanami.Nie wiedziałam co myśleć więc poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko.Po chwili do pokoju przyszedł Justin.Usiadł koło mnie.
-Co się stało?Kto to James?-zapytał.
-Chłopak z którym byłam prawie rok,rzucił mnie.
-Czemu?
-Zadaje sobie to pytanie od roku.
Justin słuchał mnie uważnie.
-Zresztą nie ważne,boli nos?
-Nie.
-Na pewno?Powinieneś iść do lekarza.
-Nie jest złamany.Po prostu mi leci krew i tyle.
Pokiwałam głową i ponownie się położyłam.
-Idźcie do twojego pokoju.-powiedziała Van.
-Nie,my prześpimy się na kanapie.-powiedziałam.
-Ash,ja będę spać na kanapie.
-Nie wyśpicie się.
-Ty też nie.
-No ale ja sama się wyśpię,a wy we dwoje,będzie wam ciasno.
-Ale...
-Nie ma żadnego "ale".Marsz do pokoju.-zaśmiała się.
Uśmiechnęłam się i zaciągnęłam Justina na górę.Kiedy weszliśmy zamknęłam drzwi.
-Poczekaj,idę do łazienki.
-Okej.-odpowiedział Justin.
Wzięłam za dużą koszulkę i udałam się pod prysznic.Krople wody spływały powoli po moim ciele.Wyszłam z pod prysznica.Wytarłam się puchatym ręcznikiem i ubrałam na siebie koszulkę.Wyszłam z łazienki.Justin siedział na łóżku.
-Jestem.-powiedziałam.-Chcesz jakąś koszulkę do spania?-dodałam i zaczęłam się śmiać.
Justin wybuchł śmiechem.
-Tak,tak.-powiedział z sarkazmem.
-No co,mam większe koszulki.
Podeszłam do szafki i wyjęłam za dużą różową koszulkę.Justin zaczął się śmiać.
-Serio?-powiedział.
-Może lepiej daj mi gacie.-powiedział i się zaśmiał.
-Ymm,okej.
Podeszłam do szuflady i wyjęłam majtki z czarno różowej koronki.Po czym rzuciłam nimi w Justina.
-Proszę bardzo,skarbie.-powiedziałam.
Wylądowały mu na twarzy.Nie mogłam powstrzymać śmiechu.Bieber zdjął się ze swoich oczu i podszedł do mnie i objął mnie w talii.
-Nie skorzystam z tej oferty mała.-powiedział mi do ucha.
-Okej,jak chcesz.-powiedziałam śmiejąc się.
Justin wszedł do łazienki.Siedział tam ok.5 minut.Wyszedł w samych spodenkach.Rzucił koszulkę na krzesło,mocno odetchnął i położył się na łóżku.Ja nadal siedziałam.Położyłam się obok a głowę oparłam na jego umięśnionym brzuchu.On położył swoją rękę na moich plecach i pocałował mnie w czoło.
-Justin...-zaczęłam spokojnie.
-Hm?
-Obiecaj że mnie nigdy nie zostawisz...
Justin popatrzał na mnie przez chwilę.
-Obiecuję.-powiedział.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam się jeszcze bardziej.
-Nigdy bym nie pomyślał że będę mieć tak szybko dziewczynę na stałe...-powiedział.
-Na stałe?-zapytałam i uniosłam brew.
-Oj wiesz o co chodzi.
Uśmiechnęłam się sama do siebie.Nagle wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi.
-Gdzie idziesz?-zapytał Bieber.
-Na chwilę do Van,sprawdzę co robi.
Justin pokiwał głową.Kiedy już chciałam wpaść do salonu,zatrzymałam się na krótkich schodach i nasłuchiwałam.
-On nie powinien z nią być.-usłyszałam Cody'ego
-Ale ona go kocha,nie możesz tego zniszczyć.On też coś do niej czuje.-odpowiadała Van.
-Nie chcę,widzę że Ashley jest z nim szczęśliwa ale zobaczysz ona będzie przez niego cierpieć.
-Dlaczego?
-Justin nigdy nie miał dziewczyny na dłużej,nigdy nie miał i szybko jej mieć nie będzie.Przyzwyczaił się do imprez i tych wszystkich dzi...
-..wek?-dokończyłam i weszłam powoli do salonu wzbudzając w nich strach.
-Ashley?-zapytała Vanessa i wstała.
-To...nie to co myślisz...-powiedział Cody.
-Wiem co myślę.Twierdzicie że znudzę się Justinowi.Zdziwicie się.
Obydwoje zaczęli coś mówić ale ja poszłam do góry trzaskając drzwiami od mojego pokoju.Walnęłam się na łóżko.Usłyszałam pukanie i wołanie mojej przyjaciółki.
-Co jest?-zapytał Bieber.
-Nic.
-Nic,Van stoi za drzwiami i dobija się do ciebie,ty jesteś wkurzona i nic się nie stało.Jasne.
-Szłam do salonu i mówili o nas że mnie szybko rzucisz...
Justin zrobił skwaszoną minę.
-Nie słuchaj ich.Gdybym miał cię zostawić zrobiłbym to dawno temu.-powiedział.-Po za tym,obiecałem ci.-dodał i się zaśmiał.
Uśmiechnęłam się.
-Chodź tu.-powiedział.
Usiadłam i przysunęłam się do niego.Objął mnie rękoma na plecach i położył głowę na moim ramieniu.Zrobiłam to samo.
-Co by było gdybyśmy się nie poznali?Gdybyś zamieszkał na przykład w San Diego a nie w Los Angeles?
-Na pewno byłbym teraz na imprezie z Cody'm i podrywał jakieś płytkie dupy.Kurwa ty mnie zmieniasz w grzecznego chłopca.-rzekł i zaczął się śmiać.
-Co,ja?-zaśmiałam się.-A nie jesteś grzeczny?-uniosłam brew.
-Sama odpowiedz sobie na to pytanie.-uśmiechnął się łobuzersko i pociągnął mnie do tyłu tak że leżał na mnie.
Zaczęłam się śmiać.
-Jesteś grzeczny.-powiedziałam.
-Na pewno?
Justin zaczął mnie szybko łaskotać po brzuchu tam gdzie miałam największe łaskotki.
-Nie!Justin przestań!-krzyczałam przez śmiech.
-Powiedz że jestem niegrzeczny!
-Nie!
Zaczęłam śmiać się jeszcze mocniej.
-Jesteś niegrzeczny!
-Co?Nie słyszę!
-Jesteś niegrzeczny!-powtarzałam.
-A teraz powiedz że mnie kochasz!
-Kocham cię!-wydarłam się na cały głos.
Justin przestał mnie łaskotać.Zrobiłam się cała czerwona i ledwo co oddychałam ze zmęczenia.Justin mnie cmoknął w czoło się zaśmiał.W końcu nabrałam powietrza.Ziewnęłam i pomrugałam parę razy oczami.
-Spać mi się chce.-powiedziałam.
-To idźmy spać.
Położyliśmy się i przykryliśmy kołdrą.Przytuliłam się do Justina i nie wiem jak to się stało ale za nim się obejrzałam,zasnęłam
_______________________________
Obudził mnie śmiech Vanessy dobiegający z innego pokoju.Otworzyłam oczy i nie ujrzałam Justina.Spałam sama.Gdzie on jest?Wstałam z łóżka,nałożyłam na tyłek krótkie spodenki i zeszłam na dół.
-Hej,śpiochu.-powiedziała Van i się uśmiechnęła.
-Hej,hej.Gdzie jest Justin?-zapytałam.
-Nie ma go u ciebie?-wtrącił Cody.
Na jego odpowiedź otworzyłam szerzej oczy.
-Nie,myślałam że siedzi z wami.-powiedziałam zdziwiona.
Nie czekałam na ich odpowiedź tylko pobiegłam do góry po telefon.Wybrałam numer Biebsa i kliknęłam zieloną słuchawkę.Jeden sygnał...drugi...trzeci...czwarty...pi pi pi,pi pi pi.Co jest?Zbiegłam na dół.
-Nie odbiera.-pokazałam im telefon.
Obydwóm zszedł uśmiech z twarzy i zrobili się poważni.Kiedy oni byli poważni ja już srałam w gacie z przerażenia.Nie mógł chyba wyparować,nie?Weszłam do kuchni i nalałam sobie wody.Nie wiedziałam co robić,nie odbiera,nie ma go,nikt nie wie gdzie jest i co się z nim dzieje.Jaką mam pewność że nie jest teraz z żadną dziwką?Usiadłam koło Vanessy na kanapie.Ona położyła mi rękę na ramieniu.
-Nie martw się mała,zaraz wróci.
-O której wstaliście?
-Około 10 bo nie chciało nam się spać.
-Właśnie a jest 12.Nie ma go trzy godziny.Wyszedłby z samego rana?Bo nie sądzę.
-Może...musiał coś załatwić.-powiedział Cody.
Wtedy usłyszeliśmy otwierające się drzwi.Gwałtownie zerwałam się z kanapy.Justin.
-Gdzie ty byłeś?Co ci się stało?!
Ujrzeliśmy nieźle wkurzonego Justina,krew leciała mu z nosa bo najwyraźniej się z kimś bił.
-Kurwa,stary co jest?-zapytał Cody.
Podeszłam do blondyna.Trzymał rękę pod nosem.Odsunęłam delikatnie jego rękę i ujrzałam oczywiście krew.
-Co się stało?-zapytałam przerażona.
-Nic.-powiedział i wszedł do salonu.
-Nie wcale.-odpowiedziałam zirytowana.
Usiadł na kanapie a ja poszłam do łazienki po chusteczkę.Wzięłam całą paczkę i usiadłam koło niego.Wyjęłam jedną i zaczęłam delikatnie wycierać krew.
-Kurwa.-powiedział Justin bo najwyraźniej go piekło.
-Możesz mi powiedzieć co się stało?!-powiedziałam już prawie krzycząc.
-Proszę bardzo!Już ci mówię!-krzyknął wkurzony.-Obudziłem się po 8 i wszyscy spaliście to poszedłem się przejechać bo mi się nudziło to wyszedłem z domu,potem wyszedłem na chwilę z auta i poszedłem do jakiegoś małego sklepu po Tiger'a.Wychodzę a tam jakiś koleś pyta co mnie z tobą łączy to mówię mu że jesteś moją dziewczyną i że gówno go to powinno obchodzić...
-Jaki koleś?-przerwałam.
-Daj mi skończyć.On powiedział coś tam żebym się od ciebie odpierdolił to ja mu przyjebałem,potem zaczęliśmy się bić a że to było jakieś zadupie to nikt nie widział to jak on leżał to wróciłem do auta i przyjechałem.
-Jak on wyglądał?-zapytałam.
-Nie wiem,w czarnych włosach,takich krótkich,krótszych od Cody'ego.
-Mówił coś jeszcze?
-Nie wiem,pamiętam tylko że pytał o Vanessę i kazał jej powiedzieć żeby w końcu powiedziała tobie czemu z tobą zerwał.
To James.Jeszcze tego brakowało.Tak,to chłopak który zerwał ze mną rok temu z niewyjaśnionego powodu,moja największa miłość.Poprawka,BYŁA miłość.Spojrzałam na Van.Nerwowo przeplatała palcami i miała strach na twarzy.
-Czemu zerwał?Vanessa o co chodzi?-zapytałam zdezorientowana.
-Ja...nie mam pojęcia.
Ciężko odetchnęłam i położyłam chusteczkę na stoliku i schowałam głowę pomiędzy kolanami.Nie wiedziałam co myśleć więc poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko.Po chwili do pokoju przyszedł Justin.Usiadł koło mnie.
-Co się stało?Kto to James?-zapytał.
-Chłopak z którym byłam prawie rok,rzucił mnie.
-Czemu?
-Zadaje sobie to pytanie od roku.
Justin słuchał mnie uważnie.
-Zresztą nie ważne,boli nos?
-Nie.
-Na pewno?Powinieneś iść do lekarza.
-Nie jest złamany.Po prostu mi leci krew i tyle.
Pokiwałam głową i ponownie się położyłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



